Wnioskując z ostaniach wypraw, pokuszę się o stwierdzenie, że spore ilości łososi zagościły w rejonie Helu na dłużej. Nasz dzisiejszy wynik to 14 brań, 11 ryb w holu, z czego osiem sztuk wylądowało w podbieraku. Choć nie było wśród nich żadnego okazu, mieliśmy mnóstwo zabawy. Brania były tak częste, że nie było kiedy zjeść przygotowanego prowiantu 🙂
Dziś bardzo krótki wypad, jak na łososiowe standarty. Złowiliśmy piękną rybę – 103 cm 10,5 kg.
Pogoda jeszcze lepsza niż wczoraj, ale ryby już tak dobrze nie współpracowały. Tym razem to my biliśmy mistrzami ostatniej prostej
Kolejny kapitalny dzień na wodzie. Piękna, słoneczna pogoda i pięć łososi, które udało się skusić na nasze przynęty – cóż więcej potrzeba wędkarzowi do szczęścia?
Pierwszego dnia na osiem brań wylądowaliśmy cztery ryby.
Sprowokowanie łososia do brania pierwszego dnia wymagało nadania przynęcie silnie rotacyjnej pracy. Jeśli rybka nie spełniała tych kryteriów, była ignorowana. Dodatkowo dzisiejsze łośki upodobały sobie flashery duże. Wszystkie te okolicznościowości sprawiły, że jedynie 50% brań zakończyło się zapięciem ryb.
Krótkie info z weekendu.
W sobotę wypłynęliśmy dopiero po południu. Od 14 do 17 mieliśmy jedno wypięcie z klipsa, na windzie, z głębokości 200 stóp, czyli bardzo głęboko, ale ryba się nie zapięła.
A pozostali… Dwie kolejne łódki otworzyły sezon łososiowy , WHITE (105 cm) i LENA B trafił swoje 6 kg szczęścia. JD DREAM dziś kończył z rybą 105 cm. W niedzielę na pusto pływał GRYNIO TEAM, który próbował bezskutecznie odkuć się za sobotę. Tym razem samotnie pływali po łowisku i nie udało im się „skrzyżować” ścieżek z żadnym łososiem.
Podsumowując, z pewnością początek sezonu zbliża się wielkimi krokami, ale wciąż pojedyncze ryby pływają w łowisku. Pomimo dużych odległości między łódkami, nigdzie nie udało się stwierdzić większej koncentracji łososi. Nie pomagały żadne triki, nawroty itp. Teraz czeka nas dłuższy przedmuch i ochłodzenie. Mamy nadzieję, że przyniesie zmiany na lepsze…
W normalnych okolicznościach trzydziestego września zwykłem spędzać nad jedną z pomorskich rzek, najczęściej Redą, do której mam najbliżej. Łowienie troci ostatniego dnia sezonu jest u mnie tak oczywiste, że nawet żona nie planuje mi żadnych zajęć na ten dzień. Wieści znad rzeki niestety nie były optymistyczne, a od dłuższego czasu nosiłem się z zamiarem wypadu na łososie. Z powodu różnych obowiązków już dwa razy przełożyłem termin pierwszej wyprawy tej jesieni. Czekałem na idealne warunki, ponieważ planowałem popłynąć wysoko (czytaj daleko na północ). Według mnie to jedyny rozsądny kierunek o tej porze…
Dwa dni pływaliśmy za łosiami odnotowując świetny wynik ośmiu podebranych ryb. Aż trzy z nich zasługiwały na miano okazu, ale cieszymy się szczególnie z jednej, bo kolejny raz tej wiosny bijemy swój rekord!
Równie wielka wygrała walkę przy samym podbieraku.
Pozdrowienia dla Adama
Decyzja o wyjściu w morze 21.04., w nieco trudniejszych warunkach, opłaciła się. Wprawdzie łowiliśmy w samotności, co w przypadku łososi nie zawsze jest na plus, mimo to skutecznie namierzyliśmy żerujące ryby w dużej liczbie w pobliżu stoku na płytkiej wodzie. Wiedza ta okazała się bezcenna w dniu następnym. Łowiąc na płytkiej wodzie mieliśmy aż 13 brań.
Po dłuższej przerwie znowu mogliśmy polować na łososie. Dziś ze względu na trudne warunki na łowisku byliśmy sami. Nasz wysiłek opłacił się. Łososie były dokładnie tam, gdzie się tego spodziewaliśmy. Ryby wręcz nie pozwoliły rozstawić wędek. Każda próba opuszczenia windy kończyła się natychmiastowym braniem! Choć pierwsza ryba wygrała walkę, to po niespełna godzinie mieliśmy na pokładzie 4 wspaniałe łososie. Największy okaz maił 112 cm 13,15 kg. Pozostały ryby również do małych nie należały – 88 cm (7,5 kg), 98 cm (10,25 kg), 100 cm (10,3 kg).