Rejs na łososie 18.03.2015 – pierwszy rejs KINGFISHERem zakończony sukcesem!

Przygotowanie łodzi do trollingu łososiowego to z pewnością nie banalna sprawa. Do ostatniej chwili (czytaj całą noc przed wyprawą) zbroiłem nowiuteńkiego Merry Fishera 755 w wersji Marlin, o wieloznacznej nazwie KINGFISHER (tu zimorodek). W końcu rano miało okazać się, czy ten „plastikowy” zimorodek potrafi łowić ryby równie skutecznie, jak jego żywy odpowiednik.

Pierwsza, „dziewicza” wyprawa zawsze wiąże się z mieszanymi emocjami, przynajmniej do momentu złowienia pierwszej ryby. Jednak zanim nadejdzie ta upragniona chwila torturowała mnie myśl, czy wszystko działa prawidłowo.

Ale od początku…

Oczywiście, żeby nie dopuścić do porażki w pierwszym rejsie zaprosiłem najlepszych trollingowców na Bałtyku 🙂 Przynajmniej w polskiej części 😉 Tym, którzy nie wiedzą kto należy do elity, już przedstawiam:

DSC_0188

Wojtek Cieślak (MAZO II) – numer jeden w świecie trollingu w Polsce, dlaczego? Zwyczajnie, a raczej, jak na tamtą chwilę, zupełnie niezwyczajnie, był pierwszym trollingującym z premedytacją za łososiem. Tu należy dodać, że z sukcesami, które przełożyły się na kilkukrotne zwycięstwa w zawodach trollingowych JTM.

DSC_0184

Marek Szymański (TOKAREX) – wszyscy znamy? Propagator morskiego trollingu, zastępca redaktora naczelnego Wędkarskiego Świata. Po przeprowadzce nad morze (ponoć zrobił to dla łososi) stworzył jedna z najczęściej pływających załóg.

DSC_1227

Mariusz „Hanys” (ALBATROS) – trollingowy harpagan, pływa niemal w każdej pogodzie. Z pewnością Mariusz ma najwięcej wypraw trollingowych na swoim koncie u naszych wybrzeży.

Ktoś może pomyśleć: i co to da, jak ryby nie będą chciały żerować?  Ano da… Sukces w łowieniu łososi na trolling od pierwszej wyprawy wiąże się z wielomiesięcznymi przygotowywaniami i niemałym nakładem finansowym (a raczej bardzo dużym). NIe do przecenienia jest doświadczenie załogi. Mam na myśli przede wszystkim umiejętność sprawnego stawiania zestawów i oceny czy wszystko pracuje właściwie, a także dopasowania do warunków. Czasem w wędkarskim rzemiośle jest tak, że wystarczy jedna ryba do pełni szczęścia. Nawet jeśli łososie żerują słabiej, mamy szansę na udany połów. O tym jednak co należy zrobić można napisać dużo, a w ogólnym skrócie wygląda to tak – właściwa przynęta, o właściwiej porze, musi znaleźć się na odpowiedniej głębokości, a wszystko poprzedza wybór łowiska, który jest często kluczem do sukcesu. Brzmi znajomo? W przeciwieństwie jednak do „klasycznego” wędkowania, trolling łososiowy to zabawa drużynowa. To często pozwala na lepszą analizę sytuacji. W czasie pierwszej wyprawy KINGFISHEREM wkład wyglądał następująco: Wojtek przywiózł swoje wędki, Mariusz wielokrotnie „pogryzione” przez łososie zestawy, Marek wskazał miejsca ostatnich dobrych połowów, a ja oczywiście wystąpiłem w roli organizatora i kapitana.

Pogoda dopisała, choć idealnej glady (gładkiej wody) nie mieliśmy. Na łowisku byliśmy sami. Wystawienie zestawów z tego dnia można wpisać do księgi rekordów Guinnessa. Pokład Merry Fishera spokojnie mieści cztery osoby jednocześnie rozstawiające wędki. W tzw. międzyczasie Mariusz opowiadał, które z zestawów są najłowniejsze, a że były to same takie (przynajmniej miały takimi być), rosło we mnie przekonanie, że „coś” na pewno złowimy. Kwadrans później, jak już stwierdziliśmy, że na razie nie biorą, zaczęły się oględziny łódki. Wszystkie pieczołowicie wyszukane przez moich współtowarzyszy braki przyjąłem na klatę i zanotowałem. Oczywiście wcale nie były podszyte zazdrością o nową, lśniącą łódkę, gdy ich własne w międzyczasie się „delikatnie” sfatygowały…

Tak naprawdę nie to zajmowało moje myśli. Z każdym „przetrollingowanym” kilometrem zastanawiałem się, czy wszystko w porządku z moją łodzią. Pomimo, że od kilku lat pływamy z Wojtkiem za łososiem (w zasadzie pływamy razem od samego początku) i wiemy że na branie można czekać długo, trochę się niecierpliwiliśmy. Kiedy rodziły się plany pierwszych wypraw, niewiadomych było tak wiele, że nikt nie spodziewał się sukcesów od razu, ale dziś? Musimy złowić!

Pomimo usilnych starań, by rozmawiać o wszystkim, byle nie o tym, co może być przyczyna braku brań na nowej łodzi, temat popłynął. Z pierwszymi wyprawami bywa różnie, jednym szczęście dopisuje, innym nie, a my dobrze o tym wiemy, przecież nieraz słuchaliśmy na UKF-ce euforii radości z pierwszej złowionej ryby w pierwszym rejsie. Brak sukcesu często jest wynikiem popełnianych błędów, czasem jednak, błąd nie leży po stronie wędkujących, a monterów łodzi. To pierwsze z pewnością mogłem wyeliminować, a to drugie miało się okazać dziś…

W końcu ryba się zlitowała. Nastąpiło to jedyne i niepowtarzalne, pierwsze branie. Łosoś „wyjechał” ostro, wiedzieliśmy od razu, że otwarcie będzie niezłe. Ponieważ to ja holowałem, cały hol modliłem się (dosłownie), żeby nie spadł (wcześniej modliłem się, żeby chociaż wziął). Ryba walczyła długo, była w świetnej kondycji. Dwa razy znalazła się tuż przy burcie i kiedy wydawało się, że można ją podebrać, robiła długi odjazd. Podbierał Wojtek. Waleczność łosoś wykazał również w podbieraku i podczas szamotaniny rozerwał siatkę. Na szczęście wysunął się już do łodzi. Uffff… :). Korek szampana wystrzelił, wpadł do łódki – będzie na pamiątkę. Atmosfera się rozluźniła (nie tylko za sprawą szampana). W tym miejscu mieliśmy jeszcze jedno branie, ale ryba się nie zapięła (miejsca brań zaznaczone są niebieskim krzyżykiem na zdjęciu z mapą). Ponieważ mieliśmy w planach również jutrzejsze wędkowanie (tym razem każdy swoją łodzią), postanowiliśmy sprawdzić inne miejsca, by jutro nie tracić czasu na poszukiwanie ryb. Niestety nigdzie już nie trafiliśmy na łososie. No cóż, jutro będzie więcej łodzi, może szybciej zlokalizujemy ryby. Ważne, że jest punk zaczepienia. Do wieczora snuliśmy się po wodzie, obserwując sondę, wskazania temperatury i zajadajliśmy sie Hanysowym, wędonym łososiem z własnej wędzarni.

Tak wyglądał pierwszy rejs na mojej łodzi – wspaniali ludzie i świetna atmosfera. Dziękuję moim kompanom, że wybrali się ze mną w ten wyjątkowy rej. Plastikowy KINGFISHER złowił swoją pierwszą rybę. Dzisiejszy łosoś ważył 12,5 kg i miał 112 cm. Piękna ryba!

Wszystkim Wam życzę dobrej pogody i dużych łososi.