
Wyprawa 22.04.- dziewięć łososi i nowy rekord Kingfishera – 117 cm i 18,5 kg!!! –
Decyzja o wyjściu w morze 21.04., w nieco trudniejszych warunkach, opłaciła się. Wprawdzie łowiliśmy w samotności, co w przypadku łososi nie zawsze jest na plus, mimo to skutecznie namierzyliśmy żerujące ryby w dużej liczbie w pobliżu stoku na płytkiej wodzie. Wiedza ta okazała się bezcenna w dniu następnym. Łowiąc na płytkiej wodzie mieliśmy aż 13 brań.
Lokalizacja stad ryb na płytszej wodzie pozwala na efektywne łowienie cały dzień. Głownie dzięki temu, że nie trzeba tracić czasu na poszukiwania warstwy wody, w której aktualnie żerują łososie. Praktycznie są w zasięgu planerów i wind jednocześnie, co często skutkuje mnogimi braniami.
Dziś łososie brały nie tylko często, ale przede wszystkim brały duże ryby. Pierwszy wziął z planera zaraz po rozstawieniu zestawów. Po dwudziestu pięciu minutach piękna ryba zameldowała się na pokładzie – 13,1 kg, przy długości 107 cm. Szybko puściliśmy info na radiu, bo choć łódek tego dnia na łowisku było sporo, to niewiele się z rana działo, a w pobliżu nie było nikogo.
Później było już tylko lepiej… Kolejne brania mieliśmy z wind. Do trzynastej podebraliśmy sześć ryb, w tym: 90 cm (6,9 kg), 88 cm (6,85), 85 cm (6,3), niezłego zamieszania narobiły dwie ryby – 93 cm i 97 cm (7,9 i 9,05 kg). Zgłaszając kolejną i kolejną rybę na radiu, przekonaliśmy wszystkich nieprzekonanych, że połowy na płytkiej wodzie to nie podpucha. Po południu wszystkie łodzie pływały w zasięgu wzroku i … meldowały ryby!
Kolega z Huntersa, który łowił bardzo blisko nas, poinformował mnie o podwójnym braniu na swoim kursie 300 m za swoją rufą. Zrobiłem zwrot i po 10 min. byliśmy na pozycji. Długo nie czekaliśmy. Moment brania… to była piękna chwila… trzy bardzo duże łososie uruchomiły hamulce multiplikatorów w jednym momencie. Wydawało się, że wyły w nieskończoność. Dwa wzięły z planera, jeden z windy, wszystkie z tej samej strony łodzi. Muszę przyznać, ze to było mega wyzwanie nawet dla mnie, a dla reszty teamu z tego dnia… kompletna jazda bez trzymanki. Udało się jednak zapanować nad początkowym chaosem. Pierwsza na pokład wpadła ryba 100 cm i 9,53 kg. Druga i trzecia nawet nie dawały oznak zmęczenia. Po kolejnym kwadransie podebraliśmy naszego olbrzyma. Ryba była wspaniała. Już w wodzie robiła niesamowite wrażenie, ale jak wpadła na pokład, nastąpiła eksplozja zachwytu i radości. W pamięci najbardziej utkwił mi wyraz twarzy moich współtowarzyszy, kiedy wciągnąłem rybę z podbierakiem do łodzi – bezcenne. Chyba nawet w tej chili nie wierzyli w to, co się dzieje. Nie spodziewali się, że w Bałtyku można łowić tak ogromne rybska. Jak dotarło do wszystkich, że właśnie padł rekord łodzi, a za rufą walczy jeszcze jedna ryba, która wciąż nie daje za wygraną, nadzieje były ogromne. Ryba wręcz popisywała się kondycją. Przy łodzi jedanak lekko się rozczarowaliśmy. To też zapamiętałem z tego dnia – rozczarować się na widok ryby o długości 102 cm i 9,85 kg 🙂
Pomimo, iż dołączyli do nas koledzy z innych jednostek, nasz wynik był już nie do pobicia tego dnia. Nasz łosoś 117 cm zrobił wrażanie nie tylko na nas i kilku znajomych czekało w porcie by obejrzeć okaz, a było na co popatrzeć.
Dziś poprzeczka została zawieszona wysoko. Nie tylko połowiliśy łososi, i to dużych, ale stoczyliśmy wygraną walkę z rekordową rybą. Zawsze wtedy zastanawiam się, czy następnej wyprawy trafimy na równie wielką rybę, czy będę musiał odczekać swoje w jakiejś niepisanej kolejce. Ale żeby się tego dowiedzieć, zaczynam planować kolejną wyprawę, bo pogoda wciąż dopisuje.