14.03. – trzy łososie

Pogoda nas nie rozpieszczała, o piętnastej zwijaliśmy się z łowiska. Jednak to co się wydarzyło do tego czasu w pełni usatysfakcjonowało moich dzisiejszych gości.

 

Osiąganie zamierzonych celów nie raz wymaga podjęcia trudnych decyzji. Nie inaczej jest w przypadku wypraw na łososie. Pomimo licznych przygotowań i skrupulatnego planowania nie ma gwarancji, że rejs się odbędzie, ponieważ pozostaje jeden istotny czynnik, od którego wiele zależy – pogoda. Właśnie dziś stanęliśmy przed pytaniem – czy płynąć? Wiedziałem jedno – łososie są na pewno i powinny być bliżej Helu niż ostatnio. Po przekazaniu tej wiadomości moim gościom zapadła jedyna słuszna decyzja – płyniemy! Jak się okazało, opłaciło się.

Ponieważ wysokie fale uniemożliwiały realizację w pełni zamierzonego planu, na pierwsze branie byliśmy zmuszeni dość długo poczekać. O sukcesie podczas wypraw na łososie decyduje zlokalizowanie największego zgrupowania łososi. W trudnych warunkach zmiany są jednak na tyle dynamiczne, że trudno nadążyć za tym co się dzieje na sondzie, czyli w wodzie pod nami. Do tego, z uwagi na pogodę, byliśmy sami na wodzie, więc nie mogliśmy liczyć na wymianę informacji z kolegami. Ostatnio brania były skorelowane z określonym „zapisem” na ekranie, zatem odczyty echosondy były dla nas „drogowskazem”.

Złowienie pierwszej ryby rozwiązało worek z rybami. Pierwsza i druga ryba wzięły jedna po drugiej i były podobnej wielkości  – 85 i 88 cm. Ostatni, blisko metrowy łosoś wziął pod koniec łowienia w naprawdę trudnych warunkach. Hol urozmaicały wysokie fale, ale Daniel – bo padła jego kolej – wydawał się tego nawet nie zauważać.

Sukces w takich warunkach i to w „pojedynkę” na łowisku cieszy podwójnie.

Pozdrowienia dla ekipy Daniela.